Wiktoria

Los bywa przewrotny, a ludzie ślepi. Niekiedy wpycha nam okazje do oczu, lecz my przecieramy je tylko i wytężamy wzrok poza horyzont. Tego lata Wiktoria uzmysłowiła sobie, że nawet z pozoru nieznaczny epizod może odegrać ważną rolę. Jak nigdy dotąd, zawiodła ją własna kalkulacja i poniosła srogą porażkę.
Sierpień spędzony w posiadłości zaprzyjaźnionej rodziny niósł ze sobą tak przywileje, jak i obowiązki. Proszone kolacje, herbatki i obiady, podczas których bez skrępowania, acz wyszukanym językiem omawiano nowiny i obmawiano nieobecnych, przedpołudniowe sporty i grupowe wycieczki, coniedzielne jazdy do kościoła. Wszystko to z lekka trąciło jej myszką, lecz przypominając sobie niewątpliwe zalety pobytu w letnisku, Wiktoria bez szemrania poddawała się tradycjom. Elitarne towarzystwo, które jako jedne z ostatnich konsekwentnie trzymało dystans do nuworyszy, za swoimi stało murem; obecnie też za Wiktorią. Zaakceptowano ją dzięki dalekiemu powinowactwu z kimś ważnym, a głównie jego poręczeniu, które wymusiła na nim kosztownym przekupstwem. Tym samym przekroczyła upragnione progi i wiele z wcześniej zamykanych przed nią drzwi nareszcie stało dla niej otworem.
Nie była już nikim, choć też w dalszym ciągu nie „kimś”, lecz jej akcje stopniowo pięły się w górę. Zobowiązywało to również do przestrzegania reguł kręgów, w które wśliznęła się z determinacją, inwestując w to niemałe środki i swój równie cenny czas. Z tejże przyczyny Wiktoria nie miała najmniejszych zawahań, by odtrącić tamtego mężczyznę; nie był dla niej warty ryzyka. Rozmiłowany w krajobrazach artysta, którego poznała podczas samotnej przechadzki, stał się miłym urozmaiceniem spowolnionych dni lata. Nie na tyle jednak istotnym, by dla jego, skądinąd zabawnych umizgów narażać na szwank reputację. To zaś z całą pewnością mógł sprawić odważny portret powstały podczas jej spotkań z malarzem! Ku przerażeniu Wiktorii, artysta postanowił bowiem wystawić swe dzieło na licytację, a co gorsza, impreza charytatywna odbywała się pod patronatem jej możnych znajomych!
Portret nieprzyzwoicie odsłaniał kobiece wdzięki i nie przypadkiem kojarzył się z Wiktorią, bowiem nieraz ujawniała jej przed artystą. Jakimś przypadkiem jeszcze przed aukcją dowiedziawszy się o jego zamiarach, nakłoniła go do tego, by zlikwidował choć podobieństwo na twarzy. Po mężczyźnie nie przeszło to bez śladu; urażony w swej dumie zraził się do Wiktorii, tym jednakże niespecjalnie się zmartwiła. Jej ambicje sięgały znacznie wyżej niż bycie komuś muzą! Dużo ważniejszym od chwilowych afektacji i cielesnych uciech z prowincjonalnym malarzem było zażegnanie skandalu.
O ironio, obraz sprzedano za niebotyczną cenę do znanej galerii, nikogo widać nie zgorszył. Natomiast Wiktoria nie zdążyła poczuć nawet cichej dumy, zaszokowana informacjami o osobie artysty. Nie dosyć, że okazał się być człowiekiem majętnym, to wywodził się ze starego rodu; jedno i drugie zatajając przed swoją modelką. O jego świetnych koligacjach Wiktoria mogła tylko pomarzyć; kogoś takiego jak on wypatrywała od bardzo dawna! Jakaż więc okazja przeszła jej pod samym nosem!
Nadal świeże wspomnienie przegranej uwierało ją niczym kamień w bucie, Wiktoria pomimo to parła do przodu. Taka już była, nigdy nie rozczulała się nad sobą, nad innymi – również nie. Wróciła do Nowego Jorku, jej rodzinnego miasta. Życie toczyło się w nim ignorując piękno pór roku, toteż szybko zapomniała o lecie. Pobyt na wsi pomimo to owocował, na adres kobiety napływały imienne zaproszenia, a jej kalendarz zapełniał się terminami, o których wiedzieli tylko wybrańcy. Z letniej przygody z malarzem wysnuła praktyczne wnioski i miast polegać na zawodnej intuicji, stawiała na dyskretny wywiad.
Tymczasem jej dniom przyświecało jesienne słońce i nadrzędny cel – pozyskanie towarzystwa do swych dalekosiężnych planów. Jak każdego poranka, docierając pod znajomy gmach, Wiktoria poczuła w sobie przypływ podniecenia. To tutaj znajdował się jej świat, bez mała jej królestwo, którego granice zamierzała znacznie rozszerzyć! Stosownie do przypisanej sobie roli naprędce stłumiła emocje, jedynie zdradliwe pąsy na licach nie od razu ustąpiły. Jakkolwiek, gdy znalazła się w holu, jej twarz na powrót nabrała chłodnej powagi i witano ją tam z należnym szacunkiem, ustępując drogi, przymilnie się uśmiechając. Wiktoria odwzajemniała się ledwo dostrzegalnym skinieniem głowy, dostojnie krocząc wprost przed siebie. Zatrzymała się dopiero przy biurku przejętej sekretarki, by wydać jej kilka poleceń: „Proszę powiadomić wspólników o zebraniu. Godzina dziesiąta, u mnie. Chcę widzieć ostatnie wyniki sprzedaży. O jedenastej niech dołączą z public relations, a panią z notatkami i laptopem proszę do mnie za kwadrans. Kawę można od razu. „